Klasyk z urzędu skarbowego

Nie powinno mnie to dziwić i gdyby ta prosta historia dotyczyła kogoś innego, tylko bym się uśmiał. Ale ponieważ dotyczy akurat mnie, lekko podniosła mi ciśnienie, żeby nie powiedzieć, że wkurwiła. Dostałem wezwanie (wczoraj!!!) od Urzędu Skarbowego w Pczewa (miejsce zameldowania) do złożenia Pita-37.

Pita naturalnie złożyłem i to mocno przed ostatecznym terminem (przed początkiem maja), natomiast wysłałem go do urzędu w Krakowie (miejsce zamieszkania), do czego mam prawo, a nawet obowiązek. Okazało się, że urząd krakowski najwyraźniej się nie lubi, a na pewno nie utrzymuje kontaktów z placówką w Pczewie. Żaden małopolski urzędas nie zdecydował się na poinformowanie urzędasa świętokrzyskiego o tym, że mój pit dotarł i że jest z nim wszystko w porządku (Dostałem zwrot podatku. Zakładam, że gdyby było coś nie tak, raczej bym tych pieniędzy na koncie nie zobaczył.)

Mocno podkurzony i pewien swego zadzwoniłem. Najpierw przez jakieś pięć minut słuchałem relaksacyjnej muzyki w telefonie, później zostałem kilkukrotnie przełączony. Odbyłem można powiedzieć spacer po wewnętrznych łączach budynku Urzędu Skarbowego w Pczewie i w końcu udało mi się porozmawiać z panią odpowiedzialną za wysłanie do mnie tej średnio przyjemnej korespondencji.

Luźno przytaczam fragment tej rozmowy:

– Dzień dobry. Wezwali mnie państwo do złożenia pita-37. Ja go już złożyłem w urzędzie w Krakowie.

– To proszę wysłać odpowiedź na piśmie, że pan złożył.

– Ale przed złożeniem w Krakowie sprawdzałem. Pytałem, czy muszę kogoś informować o zmianie miejsca do którego wysyłam pita. Usłyszałem, że nie.

– Bo teoretycznie nie ma takiego obowiązku.

– Więc o co chodzi? Nie mają państwo bazy?

– W naszej bazie figuruje, że pan zawsze składał w Pczewie. Kraków powinien nas poinformować, ale dlaczego tego nie zrobił, to nie wiem.

– Nie uwierzę, że Urząd Skarbowy nie ma ogólnopolskiej bazy. Nie mogą państwo po prostu sprawdzić?

– Mamy ogólnopolską bazę, ale ja nie mam uprawnień żeby z niej korzystać.

– ???

Tutaj mnie całkowicie zamurowało, wymiękłem, ucichłem i przestałem dyskutować. A szkoda, bo może bym się dowiedział, dlaczego pani urzędnik zabroniono dostępu do podstawowego, zdawałoby się narzędzia pracy. Teraz musi bidulka wysyłać do ludzi pisma i liczyć, że odpowiedzą.

To mi się mocno kojarzy z fragmentem ze starych, dobrych „Dwunastu prac Aterixa”.

Poprzedni post z kategorii Życie dziwi.

 

P.S: Nazwę miasta na wszelki wypadek zmieniłem. Bo jak się uprą, to na każdego coś znajdą.

Reklamy

Tagi: , , ,

About Tomek Biskup

Standuper, kabareciarz, chyba też bloger. Piszę, występuję, kombinuję.

6 responses to “Klasyk z urzędu skarbowego”

  1. missoreille says :

    Ja za każdym razem przed wizytą w jakimkolwiek urzędzie (lub nawet telefonem do takowego) dostaję spazmów… ech.

  2. mamjakty says :

    oj przynajmniej jest o czym opowiadać:) ja kilka lat temu z tego samego urzędu zwrotu nie dostałam, bo cytuję „nie mamy pani numeru konta”. Jakoś nie pomogło wyjaśnienie, że to to samo konto, z którego zazwyczaj otrzymują ode mnie przelew. w bazie numer był, ale na papierze nie mieli upoważnienia ode mnie do korzystania z takowej wiedzy:)

  3. igorimorswin says :

    Czasem to i lepiej, że bele kto nie dostaje dostępu do tych, bądź co bądź, bardzo ważnych danych osobowych.

Trackbacks / Pingbacks

  1. Legendarne miejsce, w którym mieszkam | - Październik 9, 2013

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: